449. Pieszczota wolnych dni ;)

Nie wiem czym sobie zasłużyłam, ale kolejny raz w tym roku wstrzeliłam się z urlopem w najlepszą możliwą pogodę.
Nawet wieczory są ciepłe i gwiaździste, dzięki czemu udało się z G niedzielny wieczór spacerować, a potem usiąść na ławce i przegadać ostanie kilka miesięcy… Jednak telefony i różne portale tego w pełni nie oddają… Wczoraj wypiłyśmy razem kawę, obejrzałam górę zdjęć z wakacji G w Cornwalii. Dziś już spotkać się nie udało, gdyż G na przyjazd do ojczyzny ma zaplanowany przegląd techniczny całego organizmu. Hmm.. jednak polska opieka medyczna nie jest taka najgorsza?

Na mojego męża zawsze mogę liczyć, w tym, że zadba o to bym się nie nudziła na urlopie! Rano przywiózł mi ogromniastą dynię.
Z tą ogromną dynią poradziłam sobie świetnie…. Najlepiej i najszybciej z pierwszą połową.. ;) Połowę (tą mniejszą.. choć z matematyki wiem, że połowy są zawsze równe, to w naturze już tak równo nie jest…) wydałam po sąsiedzku, a z mojej w największym garze ugotowałam kompot na słodko-kwaśno, z goździkami, potem wepchnęłam w słoiki.. To co się nie zmieściło do garnka zostanie na placki albo pikantną zupę.
Przed dynią wybrałam się na zakupy (za mało miałam octu do dyni!) ale „na około”, na rowerze, by zahaczyć o nasze Planty i park, poszukać trochę złota w tej jesieni. Mamy w końcu cudowne dni, prawdopodobnie ostatnie takie w tym roku, trzeba to zobaczyć, poczuć zapach, poszurać nogami w liściach i porobić jesieni kilka portretów.

Na zewnątrz zrobiło się bardziej kolorowo, dobrze, bo w sobie mam beż…

  11 comments for “449. Pieszczota wolnych dni ;)

  1. 17 października 2017 o 17:33

    wszyscy o tych dyniach więc: „a u mnie Młoda ugotowała zupę krem z dyni i choć nawet był dobry, to najwieksze wrazenie zrobił na mnie sam fakt ugotowania przez nią czegokolwiek!!…. :D
    a tak w ogóle, to jestem, hoop, hoop :D

  2. 17 października 2017 o 21:53

    Jedyna słuszna rzecz jaką można zrobić z dynią to wypatroszyć i porzeźbić!

  3. ~Gosia
    22 października 2017 o 11:37

    Bo w sobie mam beżmiar rozkoszy ?, Bo w sobie mam beżradność ? Bo beż urlopu nie ma pieszczot ( wolnych dni)

  4. ~Iwona Zmyslona
    22 października 2017 o 12:40

    Cześć! Jestem na Twoim blogu pierwszy raz. Nie wiem kim jest G, ale nie przeceniałabym naszej służby zdrowia. Po prostu prywatna wizyta lekarska jest u nas tańsza niż na obczyźnie, więc warto przyjechać zrobić tu badania. Zapobiegliwy mąż to skarb, a gospodarna żona potrafiąca zrobić pyszne danie, to dwa skarby w jednym. Pozdrawiam.

  5. 26 października 2017 o 18:14

    Dynia!!! Uwielbiam kompot dyniowy. Pewnie dlatego że do przedszkola nie chodziłam :D Poddałaś mi fajny pomysł. I bardzo pięknie opisałaś jesień. Buziaki!

  6. 26 października 2017 o 18:22

    Z dyni tylko pestki są dobre!

  7. 8 listopada 2017 o 00:24

    Jak mniemam, przepisy dyniowe znajdę pod drugim adresem? Bo właśnie urosła mi taka wielka i nie mam pojęcia jak ją rozpracować. Fajnie, że miałaś wreszcie G.na żywo … choć od czasu do czasu.

  8. 8 listopada 2017 o 19:43

    Sama też lubię się dopieszczać, najczęściej na czekoladowo, ale że 60%, to oczywiście zdrowo i biodra omija.Jesień daje się lubić, pod warunkiem, że głowy nie urywa
    Najważniejsze, że mogłaś spotkać się z G.
    Zasyłam serdeczności

  9. ~marharetta
    9 listopada 2017 o 12:30

    lubię zupę dyniową :)
    jesień co prawda zmizerniała jeśli chodzi o kolory ale i tak. nie mam nic przeciwko tej porze roku.
    super, ze udało się pobyć z G.
    a beż… beże są całkiem fajne. ale może dziś jest już u Ciebie bardziej kolorowo?

  10. 11 listopada 2017 o 20:39

    jak przeczytałam, że Twój mąż zadbał o to abyś się nie nudziła, to od razu zobaczyłam w wyobraźni moich rodziców- Krysiu jabłuszka ze wsi Ci przywiozłem, przecierów się narobi… przy czym się narobi raczej moja mama, samo jakoś nie chce ;).
    Mnie pogoda dopieściła latem w Polsce, doświadczyłam upałów, które kocham. Za to teraz za norweskim oknem gradobicie wali nam o parapety i szyby. Nic to… robię nastrój świeczkami i jest git. Byle do wiosny. Pozdrawiam

  11. 14 listopada 2017 o 19:14

    jak znoszę wyjazd córci na studia? no cóż czuję się osierocona ;) brakuje mi nawet humorków mojego dziecięcia :D, a dopiero co była taka malutka, a tu mi już w świat uciekła

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *