432. Maił się wreszcie maj majowo :)

Podobno pora na nowa notkę, zatem klikam. Jakoś nie umiem odmówic temu głosowi :)
Nie bardzo wiem o czym, bo jak tylko zaczynam pisać ucieka mi myśl. Albo zaczyna mi się wydawać jakaś taka nieklikalna.

Połowa maja przeminęła bezszelestnie, jakby na palcach przeszło obok. Miniony weekend był cudownie słoneczny, rozgrzany i pachnący kwitnącym rzepakiem oraz bzem.
Już od czwartku wiosna nabrała odwagi. Przez co odkurzyłam kijki i zaliczyłam z koleżanką pierwsze kijkowe kilometry. Ciało rozleniwione zimą i, co tu ukrywać, prawie kompletnym bezruchem, skrzypiało! To, że na drugi dzień chodziłam prawie jak kowboj po westernie jest na prawdę znaczące, acz dziwne! Ciekawe czy po dzisiejszej wykijkowanej porcji będzie lepiej….

Czekają mnie dni bardzo intensywne i pracowite. Przez co jeszcze szybciej miną.. Jutro powinnam pojechać na wywiadówkę, kombinuje jak się z tego wykręcić… W środę nawet luksusowo: najpierw fryzjer, potem pazury.. chyba sobie walne we włosach oszustwo.. że niby słonce mi tam rozjaśniło parę kosmyków ;) To jeszcze nic pewnego, rezerwuję sobie możliwość stchórzenia w ostatniej chwili.. znaczy..y.yy. Możliwość zmiany zdania! Pazurki raczej bez szału, byle pasowały do bordowej bluzki i granatowej spódnicy (tak mam zamiar iść na komunię w niedzielę).. W czwartek utknę w kuchni. Placki, sałatki i mięsiwa. W piątek ta osiemnastka i całe stado młodzieży na ogrodzie… w sobotę będę piekła tort-książkę, o co zostałam poproszona. To przez głupotę sprzed paaaruuu lat, wtedy to upiekłam komuś i gościom smakowało. Mam za swoje, trzeba było stworzyć wyjątkowego gniota, a ja ambitna byłam :P

Harry znalazł sobie głupia zabawę. Poluje na pszczoły. Oczywiście tłumaczyłam, ze pożyteczne, ze mogą użądlić… aż w końcu zastałam go siedzącego na parapecie z miną wielce skonfundowaną. Z pyszczka miedzy wąsami wystawało coś czarnego..oczywiście żądło. Wyjęłam je, pyszczek mu tylko delikatnie spuchł….
Nauczka bywa bolesna. I co? I chyba mój kot jest jak ja.. Wie, że zaboli, a łapie znowu ;)

  5 comments for “432. Maił się wreszcie maj majowo :)

  1. 16 maja 2017 o 09:59

    Kijkowanie to nie jest dobry trening! Znam lepsze. Np. miałaś kiedyś zakwasy po machaniu kieliszkiem?

  2. 16 maja 2017 o 13:04

    mimo, że nie chodzę z kijkami, to w obecnej chwili Ci tego zazdroszczę. wychodź się więc za mnie :)
    widzę dużo zajęć. ale na pewno świetnie to wszystko ogarniesz. zaciekawił mnie tort książka. jak dla mnie już sama nazwa- pycha, bo lubię pożerać książki :)))
    Harrego proszę pogłaskać. mam nadzieję, ze więcej do pyszczka mu żadna żądląca się nie napatoczy.

  3. 16 maja 2017 o 20:58

    No proszę Cię, Ty i gniot. Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić :)

  4. 17 maja 2017 o 20:27

    Ja z pogodą i tak czuje się oszukana. Wiosna owszem była trzy dni temu, ale od tego czasu mamy lato w pełni i gorąc. Ja chcę wiosnę!

  5. ~Sza...
    18 maja 2017 o 09:31

    ja w niedzielę już jadę do barbarzyńskiego kraju, ale równie pracowicie od dzisiaj i jeszcze w sobotnią noc na trzęsienie kuprem się wybieram, a w międzyczasie ciasto mam upiec… czaisz? ja i ciasto!!!! dla ludziów!!!! masakra :D ale nie ma innej opcji jak „zamrożona” szarlotka na kruchym ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *